Amsterdam Chocoa Festival 2019

Amsterdam Chocoa Festival 2019

Jestem baaardzo do tyłu z wpisem odnośnie mojego pobytu w Amsterdamie.
Przyznam, że nie mogłam się zabrać do pisania tego tekstu…z lenistwa, z braku weny, z względu na pogodę…nie wiem sama co dokładnie było powodem. Nie przez to, że pobyt na Festiwalu Cocoa był nieprzyjemny czy nieudany, a wręcz przeciwnie. Dwa dni opychania się czekoladą aż miałam mdłości, dodatkowo pobyt był bardzo pouczający i owocujący w nowe znajomości, a równocześnie był to bardzo romantyczny weekend. Nie mogę narzekać 🙂

Amsterdam, stolica Holandii, kojarzy nam się oczywiście z rowerami, uroczymi domkami nad labiryntem kanałów, dzielnicą czerwonych latarni i oczywiście jest to ulubiona destynacja dla wszystkich miłośników ziół i grzybków 🙂
Jednak w dniach 23 i 24.02.2019 miasto zmieniło się w europejską stolice czekolady i odbył się tam już po raz siódmy Festiwal Czekolady Chocoa 2019.

Impreza odbywała się w the Beurs Van Berlage, czyli centrum konferencyjnym w samym centrum miasta, co było bardzo wygodne pod względem dojazdu, jak również w każdej chwili mogło się wyskoczyć do coffee shopu, czy na obiad.
Co się działo przed te dwa dni? W skrócie: ponad 150 wystawców, ponad 6000 odwiedzających, wykłady, poznawanie historii i kultury z innych krajów, spotkania z prawdziwymi pasjonatami czekolady, możliwość adopcji kakaowca w Indonezji, praca na profesjonalnych maszynach, a do tego praliny, czekolady z każdej części Świata, piwo z dodatkiem kakao, figurki, lody, wypieki i na sam koniec konkurs na najlepsza gorącą czekoladę.
Dosłownie czekoladowe szaleństwo w pigułce.

Jednym z najciekawszych wykładów podczas festiwalu był temat roli kakaowca w życiu codziennym w Meksyku. Już za czasów
kultury Olmeków kakaowiec był traktowany jako dar od bogów, cenne lekarstwo, talizman na szczęście i amulet w życiu pośmiertnym.
Aktualnie tylko 3% kakaowca w skali światowej pochodzi z Meksyku. Mieliśmy okazję uczestniczyć w bardzo ciekawej degustacji meksykańskiej czekolady i przyznam się, że każda była
wyjątkowa. Kremowe, z dodatkiem pieprzu, chilli, albo insektów. Dobrze czytacie – INSEKTÓW. Brzmi troche strasznie, ale był to zdecydowanie jeden z najlepszych wyrobów czekoladowych
jakie kiedykolwiek jadłam – a zjadłam ich w swoim życiu sporo.

Dalej uczestniczyliśmy w wykładach na temat smaków Indii. Mówiąc szczerze czekolady były bardzo specyficzne, ale nie zachwycające i wykład bardziej przypominał badanie rynku i prezentacje dla inwestora siedzącego na widowni.
Ogólnie nie jestem wielka fanka smaków kuchni indyjskiej, ale czekolada z przyprawa masala była OBLĘDNA! Bardzo wyważony smak, przyprawy nie były przytłaczające i zdecydowanie tej czekolady było za mało.

Kolejnym ciekawej punktem tego weekendu były warsztaty prowadzone przez technika żywienia Hazel Lee. Jej koncept polega na opisywaniu smaków poprzez kolory.
Wydaje się łatwe, a wcale nie jest to takie proste. Jakim kolorem opisać słony posmak, jakim kwaśny, a smak truskawki jest czerwony, różowy czy pomarańczowy?
Wypróbowaliśmy 2 różne czekolady i mieliśmy je opisać poprzez namalowanie odpowiednich kolorów na kartkach znajdujących się na stole. Reakcje każdego z uczestników warsztatów były bardzo zróżnicowane.
Mam całkiem dobre doświadczenie jeśli chodzi o jedzenie, no bo 31 lat to nie taki mały staż, ale jej warsztaty pozwoliły nam z zupełnie nowy sposób opisywać smaki, nie tylko czekolady.

Podczas festiwalu mogło się zauważyć fantastyczne firmy z całej Europy, ktore wykonują czekolady metodą „bean to bar”.
Szwecja, Szkocja, Islandia, Rumunia, Rosja, to tylko niektóre kraje, które przedstawiały cały wachlarz rozmaitości: od czekolady ciemnej i surowej, po bardzo słodkie, mleczne, z dodatkiem herbaty matcha, orzechów, białe, wegańskie i bez dodatku mleka zwierzęcego.

Co było wisienką na torcie całej imprezy to naturalny sok z kakaowca z Ekwadoru. Bez konserwantów, bez dodatku cukru.
Nie jest to jednak sok z samych pestek, tylko z białego miąższu, który je otacza. Rok temu, podczas pobytu w Indonezji, miałam okazje rozciąć owoc kakaowca i posmakować tą galaretkę, która jest delikatna i przeważnie używana podczas procesu fermentacji.
Powiem tak – po spróbowaniu 1 próbki utknęłam przy stoisku i wymusiłam na chłopakach jeszcze kilka.
Sok jest pyszny, słodki, ale nie mdły, orzeźwiający i jedyny jego minus to, że nie był w wysokiej szklaneczce z rumem i parasolką, sączony gdzieś na plaży. Eh… 🙁

Jeśli będziecie mieli okazję wybrać się do Amsterdamu na kolejną edycje festiwalu, to zdecydowanie polecam.
Jedyne rozczarowanie jakie nas spotkało to ceny, które w mieście są powalające, plus przerażająca ilość śmieci w mieście. Do tego stopnia, że nawet ekipy sprzątające nie mogły sobie z tym poradzić 🙁

 

 

 

P.