London calling part 1

London calling part 1

Każdy powód jest dobry, żeby wyrwać się do Londynu, prawda?
Zwłaszcza kiedy bilet lotniczy w jedną stronę kosztuje 50 zł.

 

Nie jestem fanką bycia w tak dużym mieście, bo tłum ludzi wokół mnie jest przerażający, przez 12 godzin bycia w UK doświadczymy każdą z możliwych pór roku, plus absolutnie nie znoszę
tego, ile czasu traci się w tamtejszych środkach transportu publicznego. Ok, przesadzam…nienawidzę tego po stokroć i raz jeszcze.

Nie skupiając się dłużej na negatywnych aspektach, wspomnę o tych bardziej przyjemnych.
Wiosna w Londynie jest fantastyczna – nudne ulice zamieniają się w obrazy prosto z bajki, a to wszystko dzięki kwitnącym
magnoliom. Jest to jeden z niewielu momentów, kiedy uwielbiam kolor różowy, zatrzymuje się na moment i gapię się jak tłumok na ładne drzewko.

 

 

 

 

Co jeszcze jest plusem w tak dużym mieście? JEDZONKO! Oj jedzonko w Londynie jest dobre i co najważniejsze bardzo zróżnicowane.
Mamy fast foody, sushi, zdrowe opcje dla wytrwałych, kuchnie włoską, tajską, fanów kuchni prosto z Jamajki wysyłam prosto na Brixton, mamy niezliczone markety z chlebem, słodyczami, kanapkami z łososiem i koperkiem… Londyn pod tym względem oferuje masę możliwości. Co sobie zażyczysz, to tam dostaniesz.

 

 

Sklepy z czekolada też zachwycają.
Nie chcę robić rankingu, który punkt jest najlepszy, który najgorszy, ponieważ każdy ma inne upodobania, każdemu z nas smakuje co innego, plus kim ja jestem żeby mówić wam co jest dobre, a co nie?

Przy tej okazji chciałabym wymienić 3 takie miejsca, które odwiedziłam i mogę podzielić się z wami wrażeniami.

 

 

Paul A. Young

Paula miałam okazję poznać w Londynie 2 lata temu na festiwalu czekolady w Londynie. Bardzo sympatyczny, kreatywny, z dużą wiedzą i fascynacją dla czekolady.
Skromny sklepik na 143 Wardour Street, wypełniony jest po brzegi łakociami – na środku sklepu znajduje się duży okrągły stół, na którym rozłożone są czekoladki, a wokół niego są wystawione ciasteczka, brownies, gorąca czekolada i słodkie figurki na Wielkanoc.
Nadzienia czekoladek w jego wykonaniu są bardzo interesujące, przykładowo ganasz o smaku MARMITE.
Jedliście to kiedyś? Ni to pasta, ni to dżem, nie wiadomo co to i czym to się je. Kochasz, albo nienawidzisz aż po grób i ja niestety należę do grupy nr 2.
Ponadto czekoladki o smaku truskawek i szampana, trawy cytrynowej, słonego karmelu, cytryny z imbirem. Cały wachlarz smaków, kolorów i kształtów.
Mi osobiście czekolada sama w sobie nie smakowała, ale smaki nadzienia to wynagrodziły.

 

 

 

 

 

 

Melt

Oj to był lokal, który już od dłuższego czasu chciałam odwiedzić.
Instagram ma takie właśnie plusy dla miłośników jedzenia, że może pokierować nas w magiczne i pyszne miejsca.
Ich sklepik znajduje się w samym sercu Notthing Hill, skromny, przyjemny z bardzo pomocną obsługą, która
zrobiła nam fantastyczną degustację i doradziła w zakupach.
Melt był założony przez Louise Nason w 2006 roku i jej misją jest tworzenie ekskluzywnych wyrobów, używając najlepszych składników, przez prawdziwych fachowców w swojej profesji. Jest elegancko, pomysłowo i widać, ze wszystko zrobione jest z pasją.
Co kupiliśmy? Prawdziwie angielski wyrób, czyli czekolada z dodatkiem tostów i marmolady. Brzmi dziwnie?
Pyszna, kremowa, z wyczuwalnym dodatkiem skórki pomarańczowej i chrupiącym dodatkiem tostowego chleba. Przyznam się, że zjadłam całą na raz pisząc ten wpis dla was.
Jadłam jak szalona, jednocześnie czułam jak dupsko (niestety nie cycki) mi rośnie, no ale co poradzę ze to takie dobre? Nawet nie jest mi przykro z tego powodu 🙂

 

Whittard Of Chelsea

Jak już jesteśmy na Notthing Hill to warto wspomnieć o Whittard of Chelsea, czyli prawdziwym raju herbacianym.
Jeśli lubicie to zapomnijcie o hotelu, tylko prosto z lotniska ruszajcie do jednego z ich sklepów.
Przeuroczy wystrój, piękne filiżanki, dzbanki, dzbanuszki i pozostałe oprzyrządowanie potrzebne, żeby dobrze zaparzyć herbatę.
Mają również niezły wybór gorącej czekolady – tradycyjna z ciemnej lub mlecznej czekolady, ale również o smaku trawy cytrynowej, słonego karmelu, masła orzechowego i sernika z jagodami…
Można dostać oczopląsu i załamania nerwowego jednocześnie, no bo jak można się zdecydować tylko na 1 smak?

 

 

Także tak… Jeśli będziecie w Londynie to mogę zdecydowanie polecić te lokale, a już niedługo opisze kolejne.
Jeśli macie jakieś pytania, albo potrzebujecie wskazówek gdzie dobrze zjeść to śmiało piszcie, a ja postaram się pomoc.

P.