Podróż do Krainy Uśmiechu

Podróż do Krainy Uśmiechu

Kopuły Świątyń rozgrzane słońcem, zakorkowane ulice, bazary oraz jeden z
najlepszych „street foodów” na świecie. W tych kilku słowach mogę opisać
Bangkok, który znam i od wielu lat traktuję jak drugi Dom. Moje podróże
do Miasta Aniołów mają teraz charakter turystyczny, ale nie określiłabym
siebie mianem turysty. Większość czasu spędzam z moimi tajskimi,
chińskimi lub pakistańskimi Przyjaciółmi. Sporadycznie bywam w miejscach
pełnych atrakcji dla obcokrajowców. Mam możliwość poznać prawdziwe życie
Bangkoku. Jego największym atutem jest obłędne i aromatyczne jedzenie!

W mieście można znaleźć restauracje serwujące kuchnię z całego świata,
ale ja zawsze wybieram te lokalne, pełne mieszkańców Bangkoku. To znak,
że dania są sprawdzone i smakują doskonale. W związku z tym, że moja
Siostra prowadzi manufakturę czekolady zainteresowałam się tym tematem.
Jeszcze przed wylotem zrobiłam research i znalazłam jedno miejsce, które
bardzo mnie zainteresowało. Sprawdziłam na Google Maps okolicę i okazało
się, że położenie sklepu PARADAI znam całkiem nieźle. Ale zacznijmy od
początku.

Podróżując od wielu lat do Miasta Aniołów staram się mieszkać w jednej
okolicy, znam sprzedawców na ulicznym bazarku, taksówkarzy czekających
przed hotelem na turystów czy sąsiedni salon masażu. Tego dnia
usłyszałam, że ktoś mnie woła. Bez zastanowienia rozpoznałam głos mojego
Przyjaciela Chew. Zapytał mnie o plan dnia. Powiedziałam, że idę złapać
tuk tuk i jadę pod konkretny adres (dałam mu do ręki skrawek papieru z
odręcznie napisanym adresem). Zaproponował mi podwózkę jego motorem.
Stwierdził, że musi się przejechać i sprawdzić czy motor jest dobrze
naprawiony. Jazda motorem po Bangkoku? Zawsze! Ubrałam kask, usiadłam na
tylnym siedzeniu motoru i pojechaliśmy.

Manufaktura PARADAI znajduje się w znanej mi części miasta. W jej
okolicy znajdują się piękny Pałac Królewski, Świątynia Wat Po oraz znana
wśród turystów ulica Khao San. Zajechaliśmy pod lokal. Przez duże okna
zauważyłam, że będę pierwszym klientem z rana. Projekt lokalu jest sam w
sobie bardzo ciekawy. Oficjalne otwarcie miało kilka miesięcy temu.
Lokal jest podzielony na trzy części. Pierwsza dedykowana jest Klientom,
czyli stoliki. Środek zajmuje lada dla pracowników, miejsce do parzenia
kawy oraz chłodnicza lada do wyeksponowania dostępnych czekoladek.
Ostatnia część najbardziej mi się spodobała – za szklaną ścianą znajduje
się pracowania czekolady. Zarówno stojąc przed lokalem oraz w środku
można obserwować twórczą pracę. Lokal nie przytłacza swoim wystrojem.
Miałam wrażenie, że to zabieg celowy. Nic nie odwraca naszej uwagi,
możemy skupić się na cieszeniu się czekoladą. Tego dnia można było
wybrać spośród 15 smaków zamkniętych w pralinach! Chciałam poznać
kompozycje, z którymi prędzej nie miałam styczności w świecie czekolady.
Wszystkie pralinki były świeże, ręcznie dekorowane i wytwarzane na
miejscu. Co ważne powstały z ziaren kakaowca uprawianego w Tajlandii.
Plantacje kakaowca znajdują się na południu kraju, w prowicji Nakhon Si Thammarat. Większość kakaowca jest odmianą Trinitario, która przybyła do Tajlandii 40 lat temu.
Zamówiłam kawę oraz cztery smaki czekoladek:

– tajską herbatę
– yuzu
– sernik z cytrusami i miodem
– solony karmel

 

W czasie przygotowywania mojego zamówienia wyszłam z lokalu by przez
duże okna obserwować pracę osób pracujących w części zamkniętej dla
Klientów lokalu – w pracowni czekolady. Bez krępacji mogłam oglądać
skupienie, pasję, tajniki powstawania pralin, maszyny, moment topienia
czekolady czy krojenia wielkich bloków tego brązowego złota. W momencie
kiedy zauważono, że stoję za szybą pracownicy szeroko się uśmiechnęli i
wracali do swoich zajęć. Po kilku chwilach wróciłam do lokalu by
delektować się moim zamówieniem. Pisząc ten post wybrałabym jeszcze raz
to samo! Wiem, że podczas następnego wyjazdu wrócę do PARADAI na chwilę
słodkości. Czekoladki smakowały obłędnie! Rozpływały się w ustach.
Gdybym miała wybrać te najsmaczniejsze to na pierwszym miejscu
umiejscowiłabym trzy smaki 🙂 Uwielbiam mocną tajską herbatę złagodzoną
mlekiem. W formie czekoladki podbiła moje serce smakosza. Zaraz obok
YUZU, czyli nadzienie wykonane z japońskiego cytrusu. Określiłabym je
jako intensywne, cytrusowe, pełne świeżości.

Solony Karmel smakował jak solony karmel. Bardzo lubię ten smak czy to w lodach, czy w
czekoladkach. Czwarty smak czyli serniczek z kompozycją cytrusów oraz
miodu był ciekawy. Słodycz przełamana kwaśnym smakiem. Podczas mojego
porannego rytuału weszło kilku Klientów, którzy kupowali czekoladki na
wynos. Poza smakiem i wyjątkowym wyglądem zachwyciłam się jeszcze czymś.
Paradai ma przygotowane piękne opakowania tabliczek czekolady. Nawiązują
do tajskiej kultury – można na nich zobaczyć postaci ze starych tajskich
przypowieści, bujną roślinność oraz owoce kakaowca. Grafik spisał się na
medal! Gdyby nie wysokie temperatury chętnie kupiłabym takie tabliczki
czekolady lub praliny na prezenty i przywiozła do Polski. Niestety w
Bangkoku w tamtych dniach temperatury sięgały 40 stopni Celsjusza.