Rok 2018, czyli czekoladowa podróż życia

Rok 2018, czyli czekoladowa podróż życia

Rok 2018

Zbliża się koniec roku, a wiec to czas remanentów, podsumowań, bilansu zysków, strat, sukcesów i porażek.

Osobiście nie robię takiej listy, nie robię miliona planów na nowy rok i postanowień, że każdego dnia zrobię coś nowego. Zwyczajnie jestem na to za leniwa.

Jednak ten rok był czymś wyjątkowym. Po latach budowania dorosłego życia, postanowiłam rzucić wszystko w diabły, zostawić stabilizację, spakować się i
zacząć wszystko od nowa. Tak jakby od nowa. Teoretycznie wróciłam do domu, ale jednak trzeba było nauczyć się wszystkiego od podstaw.
Dokładnie tak samo było z tematem czekolady. Niby wszyscy wiemy czym jest czekolada, jak smakuje i nie powinno być w tym temacie żadnych niespodzianek, a tu proszę – im więcej czasu spędzałam
nad czekoladą, tym bardziej zdawałam sobie sprawę,  ze jestem w ciemnej D.

Wszystko zaczęło się od wyprawy na plantacje kakaowca, gdzie mogliśmy dowiedzieć się wszystkiego na temat produkcji czekolady.
Sam fakt, chodzenia praktycznie po dżungli, w zupełnie naturalnym środowisku dla roślin i zwierząt, jest czymś niesamowitym.
Kidy widzisz jak ciężko farmerzy musza pracować na swoje zbiory, nie można uwierzyć, ze u nas czekolada jest czymś zupełnie codziennym, oczywistym i niewystarczająco docenianym.

manufaktura czekoladowych wyrobów

Mogliśmy zobaczyć owoce kakaowca, porozmawiać o uprawie drzew, procesie fermentacji, sortowaniu, obróbce i wypalaniu nasion, nauczyć się metody temperowania czekolady i na sam koniec była oczywiście DEGUSTACJA.
Pierwszy raz w życiu miałam możliwość posmakowania świeżej czekolady wegańskiej na bazie cukru palmowego. Smak jest zupełnie inny, wiec moje kubki smakowe nie bardzo wiedziały z czym miały do czynienia.
Podróżowałam od najmłodszych lat, wiec teoretycznie powinnam już wiedzieć jak obchodzić się z nowymi smakami, ale mimo wszystko było to wyzwanie.

 

Czekolady z dodatkiem trawy cytrynowej, cynamonu, czy imbiru. Mocne i ciemne smaki, które dają porządnego kopa prosto w podniebienie. Nie było tam nic z dobrze znanego uczucia rozpływającej się słodyczy, która z ust leje ci się prosto na serducho.

Wszystko to było nowe, ekscytujące, a ja czułam się jak na czekoladowym haju.

Później był czas na prawdziwe desery. Prawdziwe, bo robione od podstaw, przed nami, z fantastycznych i świeżych składników: trawa cytrynowa, sól morska, karmel, imbir, wanilia, kardamon, cukier palmowy, kokos, mango, sezam i jaśmin.
Tu warto wspomnieć, ze Kocham Netflix. Zwłaszcza za Chefs Table.
Poznajesz historie, problemy, upadki tych wspaniałych ludzi, których łączy ta sama miłość do dobrego jedzenia.
Nie liczy się z jakiego pochodzisz miejsca, w co wierzysz, jaka ukończyłeś szkołę, jakie masz ciuchy i ilu followersów masz na Instagramie – kochasz jeść, gotować i chcesz się cały czas uczyć.

Room for Dessert był prawdziwym rarytasem całego wyjazdu, a Will Goldfarb to zdecydowanie wirtuoz czekolady.

 

Znowu pojawił się mały problem – jak zjeść i jednocześnie zrozumieć deser, który leży przed nami.
Egzotyczne składniki w połączeniu z nową w moim życiu czekoladą, sprawiły że wyszłam z lokalu z uczuciem jakby przejechał po mnie emocjonalny walec. Za mało wiem, za mało rozumiem, za mało umiem…

   

 

Właśnie ten wyjazd spowodował, że podjęłam decyzję o rozpoczęciu zupełnie nowej drogi zawodowej, założeniu własnej firmy i układania swojego życia od początku. Zakochałam się w moim nowym zawodzie, ale równocześnie wiem, że nie będzie tak słodko jak się wydaje 🙂

Koniec roku jest już za rogiem, także życzę Wam samych pomyślności, wiary w siebie, cierpliwości i wytrwałości w podążaniu za swoimi marzeniami.

Wszystkiego najlepszego i do usłyszenia w roku 2019.

 

P.