Wesele Zero Waste, a przynajmniej w duchu Less Waste.

Wesele Zero Waste, a przynajmniej w duchu Less Waste.

Wedding w stylu zero waste – przygotowania.

Nasze wesele jest za rok, ale chciałabym się z Wami podzielić naszymi przygotowaniami do wielkiego dnia. Zdecydowanie zdaję sobie sprawę, że większość osób, które czytają lub przeczytałyby mój wpis, byłyby wręcz oburzone tym w jaki sposób organizujemy własne wesele.

Myślę, że to indywidualna sprawa każdej pary młodej i szczególnie ważne jest to, żeby spędzić ten dzień w sposób, który nam najbardziej odpowiada. Nie chcę narzucać nikomu co jest dobre, a co złe, ale chciałabym zwrócić uwagę, na to, żeby podchodzić do wesela w sposób przemyślany, niż bezmyślnie i na pokaz. 

Mam nadzieję, że przez następne miesiące będę mogła dodawać kolejne pomysły, w jaki sposób wyeliminować śmieci podczas waszego szczególnego dnia.

Nigdy nie byłam fanką tradycyjnych wesel, w wielkiej sali, ozdobnej białej sukni, orkiestry.

Zawsze mnie to przytłaczało, krępowało i nie umiałąm odnaleźć się w takim klimacie.

Kiedy zaczeliśmy rozmawiać o naszym weselu postanowiliśmy zrobić je całkowicie po swojemu, w stylu rustykalnym, latem, w ogrodzie.

Ogromnie ważne dla nas jest to, żeby wesele przebiegało w duchu praktyczności, wygody i zdecydowanie chcemy żeby było jak najmniej śmieci.

Ceremonia odbędzie się w miasteczku skąd pochodzi mój partner. Lokalny Urząd Stanu Cywilnego, a dokładniej, burmistrz udzieli nam ślubu w pomieszczeniu, które kiedyś służyło do produkcji oliwy z oliwek (!!!). Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego miejsca.  Później autobus zabiera wszytskich na wynajętą działkę z pięknym ogrodem.

Suknia i buty – suknia była kupiona przez internet (270zł), w przyszłości pewnie ją sprzedam lub przerobię na coś innego do ubrania. Buty będą już sprawdzone, wygodne sandały, noszone kilka razy.

Fryzura i makijaż – wszytsko robię sama, ponieważ włosy mam krótkie, część głowy mam wygoloną i magii tu nie zdziałamy. Mój makijaż ogranicza się głównie do podkładu, tuszu do rzęs i odrobiny różu na policzkach. Dodatkowo nie chcę mieć na twarzy 4 cm tapety na twarzy bo wszystko ze mnie spłynie, bo na pewno będę płakać i to nie raz 🙂

Jedzenie. Jedzenie to zdecydowanie ważniejszy dla mnie temat niż suknia ślubna. Byłam już na włoskim weselu, czy innych rodzinnych uroczystościach i jedzenia jest od groma…Nawet dla mnie, a ja jem DUŻO I CZĘSTO!
Wiadomo, że nie każy lubi wszystko co znajdzie na talerzu, więc postanowiliśmy
zaserwować dania na środek stołu, żeby każdy nałożył sobie to co lubi i ile tego chce. Resztki, z tego co zostanie, zostawimy na dzień następny i zrobimy mały piknik na plaży.

Podziękowania dla gości – chyba nikogo nie zdziwi, skoro prowadzę manufakturę czekolady, że dla naszych gości będą między innymi pyszne pralinki 🙂

Czekoladowe podziękowania są nie tylko smaczne, ale również szybko znikają, nie będą zapakowane w zbędne pudełeczka, a równocześnie będzie to słodki akcent po kolacji.

Pojechałam z moim Tatą na poszukiwanie skarbów na nasz lokalny złomowiec 🙂 Tak dobrze czytacie – ZŁOMOWIEC 🙂

To prawdziwy skarbiec. Kiedy przygotowałam moją pracownie, również znalazłam tam dwa zabrudzone (delikatnie mówiąc) zlewy, które czyściłam przez ponad 6 godzin. Teraz są piękne, czyściutkie i idealnie sprawdzają się w moim zakładzie.

Jeśli chodzi o nasze wesele to znalazłam tam dwa stare wiadra, które również wyczyściłam i będą służyć do chłodzenia piwa, a poźniej mój teść wykorzysta je u siebie na działce.

Akcent dekoracyjny – stara lampa, wypucowana, odmalowana, aktualnie zdobi podwórko, ale bedzie pięknie wyglądać przystrojona kwiatami i świeczkami w środku.

 

Butelki – butelki po ginie, whiskey, które dostaje od znajomych. Dodatkowo podczas sprzątania z siostrą okolicznych rowów, znalazłam ponad 60 „małpek”, które wymyłam i będą służyć jako mini wazoniki do kwiatów.

Jeździmy również do okolicznego sklepu z rzeczami używanymi i tam wynajduję zawsze piękne karafki, które będą służyć jako dekoracje i wazoniki.

Kwiaty do dekoracji stołów – sukulenty. Miesiąc temu rozsadziłam z Mamą jej roślinki, które przywiozłam z wesela mojej przyjaciółki.
Mam nadzieję, że w rok wystarczająco sie rozrosną, żeby ładnie zdobić nasze wszystkie stoły.

Napoje – w miasteczku mojego partnera jest maszyna do wody naturalnej, którą napełnimy kanistry i rozlejemy na miejscu w dzbanki. Zamiast soków będzie domowej roboty lemoniada z cytryną i miętą.

Zaproszenia – nie zamawiamy papierowych, ale będziemy informować wszystkich przez internet, albo osobiście. Mniejsze koszty i zdecydowanie mniej śmieci, bo prawda jest taka ilu z was trzyma ślubne zaproszenia?

Zamiast kwiatów prosimy gości o datki na schroniko dla psiaków z pobliskiej wioski.

Kupimy za to karmę, dla futrzanych podopiecznych placówki.

 

 

Słomki – tu myślę o papierowych, lub z makaronu 🙂 Widziałam to w Pobitych Garach w Gdańsku (Oliwa). Wesele będzie we Włoszech, a tam nie trudno o makaronowe rurki 😛

 

Balony wypuszczane do nieba…absolutnie mówię temu NIE! Już nie jeden raz znajdowałyśmy takie skarby w naszych Borach Tucholskich.

Tyle na teraz. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła dodać więcej z etapu przygotowań do naszego specjalnego dnia.